Są takie reportaże, w których wszystko płynie naturalnie - bez nadmiaru słów, bez zbędnych gestów. Ślub Uli i Marcina był właśnie taki. Spokojny, uważny, oparty na bliskości i relacjach, które widać bez dopowiadania czegokolwiek.
Dzień zaczęli w gronie najbliższych. Przygotowania bez presji, bez nerwowej atmosfery - z czasem na rozmowę, spojrzenia i drobne momenty pomiędzy. To etap, który w reportażu ślubnym często mówi najwięcej: o relacjach, emocjach i o tym, jak naprawdę wygląda ten dzień.
Ceremonia była klasyczna, skupiona i pełna emocji. Bez teatralnych scen, za to z autentycznymi reakcjami - spojrzeniami, uśmiechami i tymi krótkimi momentami, które dzieją się tylko raz i nie da się ich powtórzyć. W reportażu zależało mi właśnie na tym: żeby uchwycić to, co dzieje się pomiędzy.
Po ceremonii przyszedł czas na spokojną część plenerową i dalszą część dnia. Bez pośpiechu, bez ustawiania na siłę. Naturalne światło, zieleń i przestrzeń pozwoliły zamknąć historię w kadrach, które są spójne z całym dniem.
Ten reportaż to opowieść o ślubie takim, jaki był naprawdę. Bez ingerencji, bez scenariusza - z uważną obserwacją i szacunkiem do tego dnia.
Miejsce: Zacisze Anny Korcz
DJ: Zacny Dj
Film: W.R.film
















































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz